Czas Dyląży

Przełom lipca i sierpnia to Czas Dyląży. Od dzieciństwa widuję te chrząszcze każdego roku. Najpierw podczas
wakacji w Jeleśni, beskidzkiej wsi tuż obok Sopotni (to właśnie tam zapraszamy Leśne Rodziny i Leśnych
Dorosłych), a teraz – w sopotniańskiej Krainie u stóp Białej Góry.


Nie wyobrażam sobie lata bez spotkania z Dylążem Garbarzem (nie mylić z grabarzem). Zjawiają się nagle
pewnego wieczora – właśnie wtedy następuje ich przepoczwarzenie – i przez kolejne 2–3 tygodnie można je
codziennie obserwować. Nie sposób Dyląża przeoczyć! Jest duży (mierzy nawet 4,5 cm) i lecąc niezgrabnie –
głośno „buczy”. W dodatku ma bardzo masywne czułki (wszak należy do rodziny Kózek).

Dyląż Garbarz


Pierwszego Dyląża, którego świadomie zaobserwowałam, zapamiętam na zawsze – była to samica, która za
pomocą pokładełka (przypominającego cienki patyczek wysuwający się z tylnej części ciała) składała jaja w
próchniejące drewno i ściółkę pod werandą. Podobno może ich złożyć nawet 170, w pakietach po 8–12 sztuk.
Ale to wcale nie znaczy, że tak dużo Dyląży pojawi się następnego roku…

Larwy rozwijają się w rozkładającym się drewnie przyziemnych i podziemnych części drzew, najczęściej
martwych. Drążą korytarze o długości prawie 2 m! Ale mają na to dużo czasu, bo jako larwy żyją 3 a nawet 5 lat
(w tym czasie linieją 14 razy i osiągają rozmiar 7,5 cm)! Mogą też wychodzić do gleby i przenosić się do innych
korzeni. Kiedy są już gotowe, przechodzą z drewna do ziemi i budują kokon z trocin i cząstek gleby. W nim się
przepoczwarzają a następnie, jako dojrzałe chrząszcze – wygryzają się na powierzchnię. I wtedy właśnie
zaczynamy je widywać.

Dorosłe Dyląże mają bardzo silne żuwaczki, którymi potrafią mocno uszczypnąć. Ja tego nie doświadczyłam, bo
nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby je łapać. I was również o to proszę w ich imieniu. Podziwiajmy je z
oddalenia!

Chrząszcz, który głośno "buczy" - Dyląż Garbarz
Dyląż Garbarz na korze drzewa
Dyląże w Sopotni


W Krainie u stóp Białej Góry mamy wyjątkowe miejsce – Obozowisko. A w nim – pieniek, na którym każdego roku
spotykamy Dyląże. Od połowy lipca niespokojnie krążą wokół tego pieńka z nadzieją, że i tym razem się pojawią.
Podczas jednego z turnusów Lata Leśnych Rodzin obserwowaliśmy z wypiekami na twarzach właśnie tutaj walkę
dwóch samców o samicę. Zwycięzca chwycił rywala za czułki i odrzucił go na bok! Przegrany samiec krążył
podekscytowany wokół pnia i jeszcze kilka razy próbował wrócić do pojedynku. Para – samica i zwycięski samiec
– ostatecznie schowała się w wiórach pod pieńkiem. Być może przeszkadzało im to natrętne towarzystwo…

Dodam jeszcze, że kiedyś tego pięknego chrząszcza uważano za gatunek szkodliwy dla leśnictwa. Na szczęście
dziś już wiadomo, że jego obecność wcale nie szkodzi – przeciwnie, pomaga w przyspieszaniu naturalnych
procesów rozkładu martwego drewna.

Dajcie znać, jeśli i Wam uda się spotkać to budzące respekt, piękne stworzenie!

dr Maja Głowacka