Maja Głowacka

Od wielu lat zabieram ludzi do lasu. Uwielbiam obserwować, z jaką radością dzieci (a często i dorośli) przeżywają kontakt z naturą, chłoną przyrodę wszystkimi zmysłami. Jak ją odkrywają i chcą do niej wracać. Cieszę się, że mogę przeżywać to razem z nimi.

W każdym lesie czuję się jak u siebie w domu; to mój żywioł. Chcąc las lepiej poznać i ochraniać – zaczęłam go badać (mój doktorat dotyczył ekologii drzew), zajmowałam się programami czynnej ochrony przyrody. Jednak szybko zrozumiałam starą prawdę, że jednym z najlepszych sposobów ochrony przyrody jest edukacja. Taka, która oparta jest nie tylko na wiedzy ale pozwala na osobiste przeżywanie natury. Chronimy to, co pokochamy. Jestem również głęboko przekonana, że bliski kontakt z przyrodą jest niezbędny dla prawidłowego rozwoju i zdrowia ludzi. Opisane przez Richarda Louv’a zjawisko Syndromu Deficytu Natury pokazuje, jaką cenę płacą dzieci ale i dorośli, kiedy tego kontaktu nie mają. Dlatego swoją pasją i wiedzą o lesie dzielę się z innymi i od ponad dwudziestu lat prowadzę leśne warsztaty dla dzieci i młodzieży, całych rodzin, edukatorów ekologicznych i nauczycieli. Współpracowałam z różnymi organizacjami i instytucjami a od dwóch lat prowadzę wspólnie z Bogdanem Ogrodnikiem fundację Pracownia Edukacji Żywej, w której – realizując różne zajęcia przyrodnicze – zajmujemy się budowaniem i wzmacnianiem osobistej relacji ludzi z przyrodą (jak również relacji między ludźmi). Szczególnie zaś lubię aranżować czas w przyrodzie dzieciom i ich rodzicom, zarówno w ramach kilkugodzinnych wyjść do lasu jak i kilkudniowych wyjazdów w Beskidy. Tworzę w ten sposób Krąg Leśnych Rodzin. Ponieważ bardzo ważny jest dla mnie los zwierząt, tematem który często poruszam – jest stosunek człowieka do zwierząt, zarówno dzikich jak i udomowionych. Napotkanym na mojej drodze psom i kotom pomagam jak mogę, jeśli tej pomocy potrzebują.

Bogdan Ogrodnik

Moje przygody z edukacją

Zostałem tatą …

Jako rodzic dwójki dzieci, Mikołaja i Agnieszki (teraz już dorosłych) bardzo wcześnie odkryłem, że moje talenty ojcowskie daleko mnie nie satysfakcjonują. Miłość do moich dzieci, dobra wola i pomysły na rozwiązywanie konfliktów generalnie nie były wystarczające i rezultaty pozostawiały coraz większy niesmak.

Od uczestnika warsztatów do ich realizatora

Wtedy pojawiła się możliwość udziału w warsztacie Szkoła dla Rodziców i Wychowawców (SRiW). Pamiętam że dojeżdżałem w zimowe sobotnie wieczory (wtedy jeszcze zimy były mroźne) autobusem do Gliwic na 10 spotkań. Pamiętam  to uczucie, że wreszcie coś zaczynam rozumieć z rzeczy, które dzieją się w domu a także, że zaczynam dostrzegać uczucia swoje i innych i ich związek z tym co się dzieje. Byłem neofitą w tej dziedzinie a to stwarza problemy nowego rodzaju. W każdym razie po tym warsztacie uczestniczyłem jeszcze dwa razy w podobnym cyklu SRiW a już kolejny raz wyjechałem do Warszawy na warsztat dla realizatorów tego programu (http://www.ore.edu.pl/programy-i-projekty-98419/szkoa-dla-rodzicow-i-wychowawcow/realizatorzy) prowadzony przez jego twórczynię – Joannę Sakowską . Od tego czasu poprowadziłem (sam lub z innymi realizatorami) wiele grup rodzicielskich i nauczycielskich. We współpracy z Poradnią Psychologiczno-Pedagogiczną w Mikołowie zacząłem wdrażać nowe metody wychowawcze w szkołach oraz zorganizowałem regionalną konferencję poświęcona metodzie wychowawczej Thomasa Gordona z udziałem pracowników Instytutu Psychologii Uniwersytetu Śląskiego oraz Joanny Sakowskiej . Wyniki  prac prezentowałem na różnych konferencjach. Jedna ze szkół mikołowskich zgłosiła innowację wychowawczą bazującą na SRiW.

Zawodowstwo

Nieoczekiwanie dostałem propozycję objęcia stanowiska p/o kierownika Pracowni Programów Wychowawczych w Regionalnym Ośrodku Metodyczno-Edukacyjnym „Metis”  w Katowicach. Był to w tamtym czasie jedyny w województwie śląskim ośrodek szkolący nauczycieli i pedagogów szkolnych w różnych umiejętnościach wychowawczych. Przez rok pobytu w „Metisie” rozpocząłem rozwijać  program  budowy wokółszkolnych środowisk wychowawczych na Górnym Śląsku. Zdobyte doświadczenie w pracy wychowawczej i środowiskowej pozwoliło mi przyjąć propozycje prowadzenia przez dwa lata wykładów z Pedagogiki społecznej w śląskiej filii KUL. Tak to rodzic stał się nauczycielem studentów pedagogiki.

Aktywista wśród rodziców i zwykły nauczyciel

Na tym jednak nie kończą się  moje przygody z edukacją, gdyż co innego wychowanie domowe dzieci a co innego obserwowanie jak zmieniają się pod wpływem szkoły. Kiedy Mikołaj poszedł do gimnazjum, postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce i zostałem przewodniczącym Rady Rodziców. Udało nam się zorganizować dla dzieci wiele dodatkowych aktywności prowadzonych przez chętnych rodziców. Została nawet zorganizowana nauka jazdy konnej dla dzieci z biedniejszych rodzin. Moim jednak celem było utworzenie Rady Szkoły, do czego ostatecznie doprowadziłem. Jednak w ciągu trzech lat działań w tym zakresie zrozumiałem i poczułem na własnej skórze jak działa mechanizm systemu szkolnego i wyrobiłem sobie o nim zdanie. O jego zdolności zmiany, o rodzaju motywacji nauczycieli ale i ich niełatwej sytuacji w swoim własnym środowisku zawodowym. Moją opinię ugruntowałem sobie później pracując w szkole systemowej jako nauczyciel chemii, fizyki i filozofii.

Stracona szansa

Uzyskałem całą tę wiedzę i doświadczenie w momencie, gdy moje dzieci kończyły edukację szkolną. Wtedy właśnie zetknąłem się po raz pierwszy z edukacją domową, jej historią i teraźniejszością. Nie mam wątpliwości, że jest to ten sposób edukacji, który wybrałbym dla swoich dzieci.

Nowe drogi edukacji

Obecnie wspólnie z Mają Głowacką prowadzimy Pracownię Edukacji Żywej  i współpracujemy ze szkołami i środowiskami rodziców, w szczególności tych, którzy szukają dla swoich dzieci alternatywy wobec szkół systemowych. Powoli krystalizuje się nasza potrzeba wspierania edukacji domowej w Polsce poprzez projekt „Kręgi Edukacji Żywej”. W gruncie rzeczy  projekt nasz dotyczy każdego środowiska wychowawczego, w którym poszukuje się sposobu na budowę, odbudowę czy wzmacnianie zdrowych więzi międzyludzkich opartych na wzajemnym poszanowaniu potrzeb oraz wzajemnym zaufaniu.

Kilka uwag na koniec …

W międzyczasie zdobyłem kilka ważnych dla naszej działalności kompetencji. Uzyskałem uprawnienia do prowadzenia warsztatów drugiego stopnia Szkoły dla Rodziców i Wychowawców pn. „Rodzeństwo bez rywalizacji”. Ukończyłem roczną szkołę trenerów umiejętności psychospołecznych oraz brałem udział w kilkudniowych warsztatach z zakresu Porozumienia bez Przemocy (NVC) prowadzonych przez certyfikowanych trenerów. Obecnie jestem w trakcie procedury uzyskania rekomendacji trenera umiejętności psychospołecznych I stopnia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Zajmuję się także doradztwem filozoficznym pomagającym klientom w poszukiwaniu odpowiedzi na podstawowe pytania, jakie stawia sobie w życiu każdy człowiek, bez względu na wykształcenie, wyznanie, wiek, drogę jaka dotychczas przebył, itd.

Kiedyś rozwijałem filozofię przyrody, teraz rozwijam pedagogikę procesu oraz etykę troski. Przez ponad dwadzieścia lat prowadziłem zajęcia ze studentami i wciąż to robię, z biegiem czasu – coraz bardziej odchodząc od trybu akademickiego a zbliżając się do metody warsztatowej.