Idąc krętą leśną drogą …

BY IN Uncategorized Możliwość komentowania Idąc krętą leśną drogą … została wyłączona

Początek roku. Stoję na progu ale jeszcze patrzę wstecz. Dalej, poza rok, który właśnie minął. Widzę bardzo krętą i zawiłą drogę (która niejednokrotnie wydawała się być bezdrożem), wypełnioną towarzyszeniem ludziom, głównie tych najmłodszym, w lesie. Ta droga doprowadziła mnie do miejsca, w którym jestem teraz. W którym stworzyliśmy fundację po to, żeby jeszcze częściej zabierać ludzi do lasu.

Pewna rzecz wymaga w tym miejscu doprecyzowania. Dla mnie las jest synonimem przyrody. Jest jej najdoskonalszą emanacją. Dlatego mówiąc las – myślę las i myślę przyroda.

Las jest mi na wskroś bliski. Dodałabym go do chińskich pięciu żywiołów – i to byłby właśnie mój żywioł.

Idąc z tą moją wielką miłością przez życie, świadomie i nieświadomie tak to życie sobie ułożyłam/się ułożyło – że zawodowo i prywatnie wciąż jestem w lesie (być może oba znaczenia są tu na czasie…).  Do pewnego stopnia poznałam las (co oczywiście nie znaczy, że wciąż się go nie uczę – będę to robić to końca życia), czuję las, trochę go rozumiem. Mam wobec niego szacunek i podziw. To wszystko pojawiło się we mnie intuicyjnie… Dopiero dużo, dużo później dowiedziałam się o lesie jeszcze czegoś. Las leczy. Leczy ciało, leczy umysł i duszę. Kształtuje. Ze swoim poziomem skomplikowania – jest najlepszym nauczycielem i przestrzenią rozwoju. Mówią o tym i piszą naukowcy – potwierdzając tym samym intuicję nie tylko moją ale i wielu innych osób, podobnie jak ja, zakochanych w lesie.

Zastanawiam się, jak to się stało. Od czego to się zaczęło. Że nie zatrzymałam lasu dla siebie, tylko od tak dawna dzielę się nim z innymi. Wielka potrzeba, aby dzielić się tym, co kocham. Bo może inni też pokochają? Bo wtedy będą chronić? Bo w czymś im to pomoże? Bo ktoś (ta konkretna osoba, jej dziecko, dzieci jej przyjaciół, jej uczniowie? Kto wie, dokąd to sięgnie?) będzie od tego zdrowszy, szczęśliwszy, spokojniejszy? Bo komuś od tego będzie bliżej do siebie (tak jak mnie jest)? Bo wiele istot ludzkich i nie-ludzkich na tym skorzysta?

Głęboki związek z dziką przyrodą promieniuje i na inne sfery życia – relacje z innymi istotami. Wierzę, że nie tylko z ludzkimi.

Mam taką nadzieję, bo to dla mnie jest równie ważne jak las. Kiedy przyglądam się mojej łaciatej, biało-czarnej Maszeńce z różowym noskiem, jak śpi na mięciutkim kocyku w ciepłym pokoju, jak co jakiś czas otwiera oczy i patrzy na mnie z miłością – to mam marzenie. Żeby każde zwierzę, dzikie czy udomowione – mogło żyć tak, jak tego chce, jaka jest jego natura. I wierzę, że odnalezienie w sobie dzikiej przyrody, swojego związku z nią, autentycznej bliskości – otwiera naszą świadomość na wszelkie przejawy życia. Poszerza i pogłębia obszar naszej wrażliwości na relacje z ludźmi, ze zwierzętami i roślinami.

Dzika przyroda. To może budzić pewne wątpliwości. Ta dzika – to przecież Amazonia. Alaska. Najbliżej – Białowieża. A jeśli nie mieszkam na Podlasiu, to nie mam szans na obcowanie z dziką przyrodą?

Ja nie wartościuję. Bliski jest mi każdy las. Oczywiście, ten pełen dziuplastych, kapiących porostami drzew, miękkich od mchu czy wyjedzonych przez mrówki – jest ciekawszy. Jest w nim więcej do odkrycia.

Ale nie wiadomo – bo tego nie wie się nigdy – w którym lesie spotka nas przygoda. W którym będziemy mieć bliski kontakt ze zwierzęciem. Moje najbardziej emocjonujące, wręcz mrożące krew w żyłach  spotkanie z wiewiórką odbyło się na skraju bardzo monotonnego, ubogiego lasu sosnowego. Lasu, jakich wokół mnóstwo. Jesteście ciekawi, jakie to miałam przerażające spotkanie z wiewiórką? Opowiem o nim przy następnej okazji…

Dzika przyroda to ta za oknem. Ta, która żyje bez nas, której bez nas jest (byłoby) lepiej. I choć w nią ingerujemy, choć często ją przekształcamy (zniekształcamy), choć ją niszczymy – to wciąż jest dzika przyroda.

I to o niej właśnie mówię. Chcę się przyczyniać do jej ocalenia. Chcę, żeby otaczało nas jak najwięcej – oczywiście – lasów. Ale i łąk, zarośli śródpolnych, jezior, muraw… Chcę, żeby dzieci spędzały w tych miejscach tyle czasu, ile to tylko możliwe. Taplając się w błocie, grzebiąc w ziemi, obrzucając liśćmi, wąchając ściółkę i żywicę, obserwując pająki, przeskakując strumienie.

Przyroda to nie fanaberia w naszym życiu.  Tak nam się teraz, w tzw. dzisiejszych czasach wydaje, bo przecież – mimo, że jesteśmy od niej na co dzień absolutnie odcięci – jakoś żyjemy. Oczywiście, mamy większą lub mniejszą świadomość, że woda w kranie to przyroda. Że gaz to przyroda. Że nasz posiłek to przyroda. Może nawet dostrzegamy drzewa w drodze do pracy.

Jednak nie o taki kontakt z przyrodą mi chodzi. Nie czysto użytkowy, odległy, obojętny lub najwyżej zabarwiony sympatią i zainteresowaniem. Chodzi mi o obecność przyrody w naszych wyborach na co dzień.

I mam ogromną nadzieję, że – wbrew wielu trudnościom – ten rok również upłynie mnie, nam wszystkim w PEŻu, pod znakiem Lasu i towarzyszenia ludziom (tym starszym i tym młodszym) w jego odkrywaniu…

Comments are closed.